Nie jestem specjalistą od odżywiania, nie mam stosownego wykształcenia, więc nie podejmuje się nawet doradzania, a co dopiero pouczania.

W dzisiejszym wpisie przedstawiam Wam mój własny sposób na motywowanie samej siebie.

W ubiegłym roku zgubiłam 5 kilogramów. I moja waga nic się nie zmienia.

Jak schudnąć bez stosowania żadnych diet?

Nie dieta, lecz samodyscyplina.
Nigdy nie narzucam sobie żadnych ograniczeń, ale też nie folguje sobie.
Narzucanie sobie dyscypliny dotyczącej godzin posiłków i wielkości porcji jest dobrym rozwiązaniem dla osób leniwych ( w pozytywnym sensie znaczenia tego słowa) i pozbawionych silnej woli. Takie osoby muszą mieć zapisane ograniczenia, zakazy i nakazy i mają tylko się ich trzymać. Kiedy przychodzi kryzys, bo zawsze przychodzi, popadają w wyrzuty sumienia i frustracje. Wiem co mówię, bo ja sama taka byłam.
A tutaj chodzi o to aby nie być na diecie, która już założenia zabiera nam coś z przyjemności a zmienić na stałe styl życia i sposób odżywiania. Posiłki powinny być dla nas nie tylko przyjemnością ale przede wszystkim odżywianiem naszego własnego organizmu.

Samodyscyplina.

Bardzo dużo musiałam zmienić w mojej samodyscyplinie, która generalnie kojarzona jest z zachowawczością, podczas gdy w Azji jest uważana za najcenniejszy skarb.
Mniej jeść, to podstawa mojej samodyscypliny.
Stosowanie umiaru w jedzeniu nie jest jednoznaczne z dietą.
Jem wszystko, ale dokładnie o połowę mniej.

Po pierwsze sprawdzam swoją wagę.

Niektórzy żywieniowcy radzą, aby zapomnieć o wadze na rzecz metra krawieckiego lub dopasowanych dżinsów.
Na mnie to nie działa. Najpewniejszym sposobem, aby się pilnować i nie przytyć, jest codzienne ważenie się.
Nie można przybrać na wadzę 1 kg w ciągu dnia. Jeśli waga tak wskazuje, to znaczy, że albo zatrzymała się woda w organizmie, spowodowana zbyt słonym posiłkiem albo mam złe trawienie. Ale jeśli po kilku dniach stwierdzam, że nadal jestem 1 kg do przodu, to oznacza, że 1 kg przytyłam i nie ma co się czarować. Wówczas staram się tylko mniej jeść i nic więcej.
Oczywiście, że jest to ,,walka” z samą sobą, w każdej godzinie każdego dnia, ale kiedy waga pokazuje o kilkaset gramów mniej niż zazwyczaj, wzrasta siła mojej motywacji do dalszej pracy nad sobą, przybywa mi energii i wytrwałości.

Po drugie: wystrzegam się zbyt restrykcyjnego sposobu odżywiania.

Przez cały tydzień dbam o to aby jeść skromnie: kawa bez cukru, jajka na miękko, jogurt, chleb z masłem kozim. Ale w weekend stosuje nagrodę: ciacho, tosty i kawa na słodko.
Zmieniając jedynie niektóre przyzwyczajenia, mogłam stracić kilka kilogramów, nawet o tym nie myśląc.
Wystarczy zastąpić smażone jajka jajkami gotowanymi na miękko,wieprzowinę- cielęciną, mleko pełnotłuste- odtłuszczonym, białe pieczywo- pełnoziarnistym, dwie lampki zwykłego wina- jedną lampką lepszego, tradycyjny dressing do sałaty- sokiem z cytryny z odrobiną oliwy, rybę smażoną na oleju- rybą gotowaną na parze.

Trzymam się zasady: dwa dni odstępstw od zasad i dwa dni nadrabiania zaległości.
Jem dobrze ale z umiarem.

Złote reguły:
1. nie jem i nie pije podczas przygotowywania posiłków
2. nigdy nie jem niczego po wyciągnięciu z lodówki lub szafki. Zawsze kładę jedzenie na talerz.To sprawia, że mam kontrolę nad ilością.
3. nawet przekąskę jem powoli i na spokojnie
4. staram się zawsze zaczynać posiłki od zupy lub surówki.
5. zawsze mam w torebce suszone owoce lub jakąś małą przekąskę, aby będąc głodną nie ulegać pokusie kupienia pączka, drożdżówki czy czegoś w ulicznym barze.
6. nigdy nie dokładam sobie jedzenia, z wyjątkiem warzyw
7. jem ryby zamiast mięsa, kozi ser zamiast krowiego
jem bardzo dużo produktów sezonowych. Jak jest sezon na dynię, to jem ją do bólu pod wszystkimi postaciami
8. dużo piję wody… choć powinnam więcej.

W towarzystwie innych jadam dla przyjemności, kiedy jestem sama – dla zdrowia.

Unikam podjadania – obowiązkowo 5 godzin przerwy między posiłkami
sama przygotowuje swoje posiłki.

Gdybym jadła jak wszyscy, byłabym otyła. Jem wszystkiego po trochu, ale w bardzo małych ilościach.
Kiedy jem za dużo, nie mam wystarczająco jasnego umysłu, by efektywnie pracować.

Używam mniejszych naczyń. Na jednym talerzu kładę różne potrawy, co daje wrażenie obfitości i ciężko jest mi pojąć dlaczego w restauracjach serwuje się maleńki kotlecik jagnięcy i trzy groszki na talerzu, który zajmuje połowę stołu.

Moje motto, którym się dzielę z Wami to:

Jeść dobrze i z umiarem.

Dodaj komentarz