W Małopolsce, w malowniczej miejscowości na bardzo nasłonecznionym stoku, moi rodzice mają bajeczną małą winnice. Uprawiają tam kilka gatunków tej smacznej winorośli. Ja najbardziej lubię je jeść prosto po zerwaniu. Kiedy kończę jedną czerwoną kiść już szukam następnej białej.
Doceniam świeże owoce a także wszystko to, co z nich powstaje, czyli wszystkie postaci wina, olej i przede wszystkim rodzynki, które zastępują mi słodycze.

Już 5 tysięcy lat temu stosowano go m.in. jako środek na dolegliwości układy pokarmowego i skaleczenia.

Winogrona są skarbnicą witaminy i składników mineralnych. Zawierają witaminę C i A, witaminy z grupy B, potas, fosfor oraz wapń, magnez,cynk, miedz i żelazo. Ponadto należą do nielicznych owoców zawierających jod.

Te słodkie owoce chronią przed wieloma chorobami takimi jak nadciśnienie tętnicze czy rak.

Winogrona zawdzięczają swoje antynowotworowe właściwości flawonoidom, które znajdują się w pestkach, skórkach i szypułkach winogron, a także witaminom C i A. Flawonoidy, jak również witaminy C i A, to naturalne przeciwutleniacze, które wymiatają z organizmu wolne rodniki odpowiedzialne m.in. za rozwój chorób nowotworowych. Jak wynika z dotychczasowych badań naukowców, wyciąg z nasion winogron skutecznie niszczy komórki rakowe w hodowli m.in.raka skóry, sutka, jelita, płuc żołądka, prostaty.

Ja najbardziej lubię je jeść w towarzystwie serów pleśniowych i lampki czerwonego wina.

Dodaj komentarz

One Reply to “Winogrona… a właściwie jagody”

Comments are closed.